Monolog poranionego dziecka

Stoję na korytarzu.

Całą podłogę pokrywają potłuczone kawałki szkła. Ojciec znów wrócił nieznośnie naładowany i jego zła energia wystrzeliła w nieopanowany sposób. Mama płacze, łka, drży i wije się na sypialni. Kołtunami pościeli stara się stworzyć sobie jakiś zalążek bezpieczeństwa.

Nie wiem gdzie jest ojciec. Jest już cicho.

Tylko skrzące się kawałki szkła pewnie miałyby duzo do powiedzenia, ale tylko zgrzypią. Może i dobrze….

Co widziałyście małe okruszki?

Czy tak jak ja boicie się poruszyć?

Czy tak jak ja obwiniacie się?

Czy tak jak ja czujecie się kruche, roztrzaskane i do cna wyczerpane?

Ile razy wstawałam w nocy napotykając was w korytarzu?

Ile kitu pomarańczowego trzeba by utrzymać spójność szkła?

Gdzie jesteś spokoju? Gdzieś ukojenie?

Dlaczego ukrywacie się po kątach?

Skąd siły brać by to zrozumieć?

WYBACZAM i wam i sobie!

Wybaczam ci mała kruszynko, że nie umiałaś wtedy utulić matki do snu. Wybaczam Ci, że tak bardzo się bałaś – miałaś do tego prawo. Wybaczam, że nie umiałaś tego chaosu zrozumieć – nikt nie potrafił. Wybaczam, że zamknęłaś swe drżące jestestwo w skorupie bez dostępu. Wybaczam Ci, że tak właśnie nauczyłaś się zachowywać – zamykać się, uciekać, unikać, NIE CZUĆ ! To nie Twoja wina, nie mogłaś temu zapobiec, nawet uciec nie było gdzie.

Teraz już możesz opuścić ten korytarz. Możesz ruszyć po schodach. Teraz jest czas by odejść, bez złości, żałości, bez płaczu. Teraz możesz ruszyć na przód, krok po kroku, zamykając wszystkie drzwi pokojów za sobą. Twoja mama jest duża, poradzi sobie. Nie jesteś za to wszystko odpowiedzialna.

Ruszaj! Oddychaj! Lśnij! Żyj!