Pampers Grażyny

Moja przygoda z hospicjum rozpoczęła się w 2017 roku, kiedy przebywała tam moja Mama. Miała raka szpiku kostnego, który zamknął ją w chorobie na 25 długich lat. Odizolowana od zwykłego życia, została uwieziona w błędnym kole badań, kolejnych chemii i operacji. Niespodziewanie iskrę nadziei odzyskała dopiero tutaj, w hospicjum, tuż przed śmiercią.

Została otoczona wszechstronną i troskliwą opieką, jakiej nie było jej dane zaznać wcześniej w żadnym szpitalu. Ból w końcu został opanowany. Odzyskała godność człowieka, a miłość wlewano w nią niemal wiadrami. Nie mogliśmy z całą rodziną w to uwierzyć. Ja poczułam ulgę, że po wielu latach – otworzyła się na życie i dobro w ludziach.

Siedząc z nią w ogrodzie późną wiosną i patrząc na tęczową łąkę kwiatów, która dostojnie stroiła się pod oknem hospicjum, pomyślałam o wolontariacie i łapiąc wpatrzony w to samo miejsce wzrok Mamy, zrozumiałam, że to też moje miejsce i że tutaj pasuję. Pozwoliłam się temu porwać.

Wolontariat jest jak zakochanie. Zachwycasz się tym, że jesteś potrzebny i chcesz więcej: pomagać, nosić, dbać o drugiego. Nie myślisz o tym jako o trudzie, bo wiesz, że dostajesz dużo w zamian. Dostajesz autentyzm człowieka, który odchodzi i wie, że czas na udawanie się wyczerpał, więc pokazuje Ci prawdziwy obraz życia – z jego łzami i twardą, autentyczną prostotą miłości. To tworzy relację, uwodzi i rozwija. Czujesz, że żyjesz.

Zapragnęłam więcej. Zostawiłam międzynarodową korporację i zaczęłam pracę jako opiekun. Stało się to chwilę przed tym, gdy została ogłoszona pandemia. Niewiarygodny czas, kiedy to przełamywanie lęku stało się naszym chlebem powszednim. Zostaliśmy sami, bez wolontariuszy, w okrojonym składzie. Sami z pacjentami i ich potrzebami. Przynoszenie siebie zyskało nowy posmak soli odpowiedzialności, uznawania własnej słabości oraz przełamywania fal paniki. To uczy pokory.

Ten trudny czas uzmysłowił nam wszystkim jak istotne jest DZIAŁANIE. Krok po kroku. Jedzenie. Spanie. Mycie. Zakupy. Dbanie o bliskich. Spójna relacja z samym sobą. Widzisz uśmiech przyjaciela? Małe radości z chrupiącego ogórka małosolnego? Dobrze. Teraz zrób dłuższy krok. Tabletka na ból. Opatrunek odleżyny. Czyste prześcieradło. Pampers Grażyny… Już rozumiesz?

To właśnie te proste czynności tworzą nasze życie i napędzają naszą rzeczywistość. Dlatego ważne jest by takie miejsce jak hospicjum nadal trwało, niosło nadzieję w tych niespokojnych czasach. Bo miłość mierzy się, tym że robisz, działasz, trwasz. Do końca.

Pomóż nam pomagać…

LINK do wirtualnej puszki: https://hospicjum.krakow.pl/wirtualna-puszka/

 

 

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii, Duchowość. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

1 odpowiedź na Pampers Grażyny

  1. Kasia pisze:

    Kiedy jest trudno, właśnie tak trzeba – małe kroki tego, co jest ważne i potrzebne. Bardzo małe, bez przerwy. Właśnie tak wychodzi się na prostą. Przynajmniej mi pomaga.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *