Odwróceni

Zatrzymałam się ostatnio na scenie z filmu „Między piekłem a niebem” z uroczym Robinem Williamsem w roli głównej. Film opowiada o jego desperackiej podróży do piekła, by wydobyć stamtąd żonę, która popełniła samobójstwo w rozpaczy po tragicznie zmarłych dzieciach.

Wiadomo, że jest to zawsze jakaś określona koncepcja scenografii w filmie, ale nie ukrywam, że nie tak wyobrażałam sobie piekło. Wcale nie było kadzi z diabłami tańczącymi wokół, ani żadnych zgrzytów zębami. Nawet nie było gorąco. To co mnie mocno poruszyło – to przeraźliwie zimna, marmurowa pustka i ciemność.

Kadr filmu jeden po drugim pokazuje pogrążoną w obłędnym smutku kobietę, która nie rozumie gdzie jest i po co. Nie uświadamia sobie, że na wieki wylądowała w odchłani rozpaczy i mroku. Co najgorsze – pamięta, że kwiaty powinny kwitnąć, że nie powinno być tak zimno. Pamięta także ciepło i jasność. Ale nie rozumie czemu to się skończyło. Czeka i tęskni. Pozostawiona sama sobie, bez żadnej nadziei, spoczywa na zgliszczach swego domu, na dnie odwróconej katedry, która stała się niecką zbierającą jej łzy.

Tacy jesteśmy odwróceni od Boga i Jego Miłości.

Szukamy Go po omacku w odchłani naszych szarych spraw, ale nie znajdujemy, mimo, że skądś wiemy, że Bóg jest tak blisko. Czasem właśnie rozpacz przesłania nam rozum. Nierzadko jest to też nagromadzona mgła przeszłych zdarzeń lub zaćmiona obawa przed przyszłością.

I wtedy zjawia się Ona.

Miłość, którą Robin Williams we wspomnianej scenie przynosi w swoich oczach. Jego spojrzenie jest przenikliwe, acz delikatne. Przynosi swej żonie głęboki ból, niepojętą troskę oraz schowaną za brwiami wstydu prośbę o przebaczenie. To wszystko składa u jej stóp. To wszystko co ma. Nie nalega, ale prosi: „Nie poddawaj się”. Sam stoi na skraju obłędu, walcząc z pokusą powrotu do nieba, skąd przybył. Ponieważ żona nie chce z nim iść – on postanawia zostać z nią na dnie piekła na zawsze.

Wtedy ona odwraca się i patrzy mu prosto w oczy. Oczy piękne i uległe. Oczy spragnione i głodne. Oczy, od którch nie można się oderwać. Oczy, w których ja po prostu zobaczyłam Bożą Miłość. Tak bezbronną, że rozczula jej serce, a zarazem tak silną, że kruszy jej lęk. Odbicie tej Miłości w niej samej – powoduje zaskakujący finał, gdzie oboje budzą się na niebiańskich łąkach. Jak to możliwe? Ot i skandal Miłosierdzia!

Tyle trzeba – odwrócić się, spojrzeć w Jego Oczy, oddać to co masz i zanurzyć się w Oceanie Miłości, a wszystkie granice się rozpłyną.

“Nikt nie ma większej miłości od tej, gdy ktoś życie swoje oddaje za przyjaciół swoich” (J. 15,13)

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii, Duchowość, Krzyż Mogilski. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

2 odpowiedzi na Odwróceni

  1. neon w odnowie pisze:

    Nie mogę spokojnie czytać o filmie z Robinem Williamsem, bo wiem, że popełnił on samobójstwo. Zatem przymiotnik „uroczy” nie pasuje mi do niego.
    Poza tym temat piekła jest dla mnie zbyt trudny, nie mogę go pojąć. W mojej wspólnocie mówiło się, że piekło zaczyna się tu na ziemi w momencie, gdy utracę łączność z Bogiem, popełniam grzech. Odwrotnie – niebo również zaczyna się na ziemi, gdy mam tę łączność z Bogiem.
    Dzisiejsze czytanie z ewngelii Łukasza mówi „przybliżyło się do was Królestwo Boże”. To jest właśnie niebo.

    • kolysankaboga pisze:

      Właśnie po części o to chodzi – takie jest Jego Miłosierdzie – że nawet samobójców nie karze.
      A największym piekłem jest samotność – odwrócenie wspólnoty i komunii serc.
      I tylko Jego Miłość może nas przemienić.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *