Powrót do domu

 

„Miłości bez Krzyża nie znajdziecie, a Krzyża bez Miłości nie uniesiecie.”

Jan Paweł II

 

Zalękniona, na chybotających się nogach, poczłapałaś dwa kroki i oklapłaś z ulgą na wózku, który po Ciebie przysłali z oddziału. Widzisz Mamuś? Wracasz do domu, którym niespodziewanie stało się dla Ciebie hospicjum.

Zobacz Mamuś, tutaj jest Twoje wygodne łóżko, będzie Ci miękko. Rozbierz się z październikowej kurtki. Usiądź, nie bój się, jestem z Tobą  i będę cały czas. Jest tutaj cały orszak czekających na Ciebie aniołów.

Tak Mamo, wybaczam Ci wszystko. Już dawno wybaczyłam. Śniłaś mi się, wiesz? Nosiłam Cię utuloną w swych ramionach, jak Ty mnie kiedyś. Byłaś taka lekka, bo wychudzona walką z rakiem, jednak spokojna, ukołysana rytmicznym szeptem moich słów.

Nie płacz, nie szlochaj, zwiń się w kłębuszek i odpocznij. Tutaj będziesz w końcu bezpieczna, otoczona nieuchwytnym dla oka zapachem miłości. Czujesz to? Całe życie tak szukałaś dla siebie schronienia. Utul się więc, pogłaskam Cię i zostanę zanim nie uśniesz.

Opowiem Ci coś na dobranoc: pamiętasz lato? Jak cieplutko było gdy przyjechałaś tu po raz pierwszy? Jak nie mogłaś się nadziwić skąd tu tyle ciepła – nie temperatury, ale ciepła uczuć. Pamiętasz jak siedziałyśmy w ogrodzie i godzinami rozmawiałyśmy? Jak ptaki śpiewały, a wiewiórki urządzały sobie harce? Pamiętasz jak byłaś szczęśliwa tej niedzieli, kiedy cała rodzina niby to przypadkiem się zebrała wokół Ciebie i jak długo się wszyscy śmialiśmy? Wtedy zobaczyłam jak prysł ten Twój upór zamykania się w swojej chorobie… Jak po 25 latach mordęgi, wreszcie odzyskałaś maleńką iskierkę ufności.

***

Mamuś, śpisz?

Zaczęłaś swoją Drogę Krzyżową w piątek 13tego… W końcu mogłaś zacząć oddawać siebie i nieprzytomne, tłoczące się myśli ułożyć na miękkiej podusi, obolałe ciało powierzyć lekarzom, pielęgniarkom i opiekunom medycznym. Ich ręce jak łagodne fale będą Cię gładzić delikatną i niepojętą troską.

Już nie boli, prawda? Już nie musisz spinać wystraszonych mięśni i mechanicznie zaciskać zębów. Pozwól się kołysać łagodnemu rytmowi tej wędrówki…

Wiem, że teraz wszelkie nierozwiązane tematy przebrzmiewają swą ciężką, ostrą bezwzględnością – jesteś bezbronna i naga pod ich pręgierzem. Trzeba je Mamuś wszystkie pooddawać, pozanosić, wypełnić ich treścią każdą modlitwę i każde błaganie. Wydychaj je Mamo, wyrzucaj, przepędzaj! Te wszystkie upadki otarcia, obdarcia i okaleczenia, które przyniosło Ci życie to tak naprawdę dowody, że próbowałaś wstawać, mimo że ponownie upadałaś, i że się nie poddawałaś i szłaś dalej! Popatrz ilu ludzi dobrych na swej drodze spotkałaś, ilu Szymonów, ile Weronik! Nie zważaj na tych szyderców co plują i drwią! Oni też kiedyś pojmą sens umierania dla tego świata.

Zejdź z tego krzyża Mamo! Stań tutaj obok mnie. Popatrz do góry. Widzisz? To On tam za nas umiera. Nasz Jezus. Taki pokorny, dobry, wciąż do bólu miłujący…. My nie umrzemy, bo On to zrobił za nas! Ty tylko pozwól sobie na wytchnienie w Nim. A ja będę Ci plotła koronkowe koraliki Miłosierdzia, by Ci było lżej przez to przejść.

***

Czwarta czy piąta nad ranem już, zaraz świt będzie. Zobacz Mamo, skowronek! Jak to możliwe, że zawisł przy oknie jak koliber? Twa agonia trwa już tydzień… Czego szuka Twa uwięziona na ziemi dusza? Czemu nie może odlecieć? Co chcesz podomykać?

Dziś przyjdą kolejni goście do Ciebie. Jesteś na to gotowa? Nic nie mówisz, ale wiem że słyszysz. Przyjdą do Ciebie może z ciekawości czy niedowierzania, a odejdą zmienieni, bo porażeni tajemnicą umierania. Każdy ma coś do przepracowania i nagle w obliczu śmierci tak bardzo to widać. Nieuchronność odchodzenia mobilizuje. Nagle tak łatwo jest okazać ciepło, ucieszyć się i zrozumieć drugiego. Ciemność śmierci pobudza do zapalenia świecy życia.

Cieszę się, że w końcu jesteś prawdziwa. Już nie udajesz „twardzielki”, nie chowasz się pod płaszczem obowiązków i narzuconych zasad tego świata. Leżysz sobie i w końcu mogę Cię głaskać i kochać. Tutaj jest tak dostojnie i przytulnie jednocześnie. To tak bardzo sprzyja bliskości. To takie proste, a zarazem tak niezwykłe, że największa Miłość spotyka się tutaj z Krzyżem cierpienia!

Idź Mamo do Jezusa, On Cię weźmie w Swe ramiona!

***

Umarłaś mi w sobotę rano i nadal siedzę nad Twym grobem, jak w Wielką Sobotę – oczekując na Zmartwychwstanie.

Cząstka Ciebie zostanie na zawsze we mnie i mimo, że tęsknota rozrywa mi często serce, to wiem że…

Miłość potężna jest jak śmierć. Potężniejsza!

 

2 thoughts on “Powrót do domu

  1. Miesiąc temu moja mama zmarła właśnie w tym.mjejdcu w nowej hucie. Byłam z nią codziennie, czułam to co ty…. Ci ludzie to anioły.

  2. Zobaczyłam kogoś kogo bardzo kocham… Mam nadzieję, że trafił tak, gdzie już nie cierpi… Piękny Twój wpis, dziękuję!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *