Dawno zapomniana randka

Kurs „Alfa” dla małżeństw to seria spotkań realizowanych cyklicznie, by w spokoju i nastrojowej atmosferze postarać się wzmocnić lub na nowo odnaleźć relację łączącą małżonków.  Po wielu kryzysach – postanowiliśmy spróbować raz jeszcze.

„Kochać to nie znaczy patrzeć na siebie nawzajem, ale patrzeć razem w tym samym kierunku” napisał kiedyś Antoine de Saint-Exupéry. Patrzenie na siebie nawzajem i fascynacja po jakimś czasie mija, ważne jest wtedy co po tym pozostało. Patrzenie w tym samym kierunku oznacza wspólne zainteresowania, cele, poglądy, zdolność znalezienia współnego języka, dbanie o te same wartości. Odnalezienie tego w zgiełku i chaosie dzisiejszego świata jest trudne, ale nie niemożliwe. Szczególnie, jeżeli w centrum postawimy Boga i z Nim zaczniemy budować nową przyszłość.

Na spotkaniach kursu „Alfa” panował wręcz namacalny magnetyzm i elegancja. Czuliśmy się jak w prestiżowej restauracji przy zarezerwowanym tylko dla nas stoliku. Przepyszne smakołyki pachniały ponętnie. Delikatna muzyka sączyła się do uszu kołysząc zmysły. Wszystko to tworzyło przyjemne, wręcz onieśmielające uczucie odprężenia i wyczekiwanej bliskości. To jak ważne jest otoczenie i panujący wokół nastrój wiemy wszyscy. Aczkolwiek będąc jednocześnie rodzicami, pracownikami i małżonkami, nierzadko zapominamy lub zaniedbujemy tą sferę, sprowadzając wszystko do pragmatycznych wymiarów. Tutaj mogliśmy poczuć się jak na dawno zapomnianej randce.

Prezentowane tematy były bezpośrednio związane z dynamiką małżeństwa. Zaczęliśmy od budowania mocnych fundamentów, gdzie najważniejszym stało się odkrywanie swoich potrzeb i znajdowanie na nowo czasu dla siebie nawzajem. Komfort posiadania 2-3 godzin tygodniowo wydawał się nie do osiągnięcia, aczkolwiek ze spotkania na spotkanie, okazywało się, że to cel jak najbardziej realny. Nasze potrzeby zagłuszone obowiązkami, odkryte spod szarych zgliszczy, zaczęły pomału kiełkować i odnajdywać drogę do spełnienia.

To wszystko nie udałoby się, gdyby nie zaprezentowane nam zasady sztuki komunikacji. Okazuje się, że nie tylko to co mówimy jest ważne, ale też jak. I tutaj zazwyczaj w małżeństwie zaczynają sie schody. Bariery, złe nawyki, niesłuchanie, szybkie, automatyczne ripostowanie oraz ignorowanie emocji drugiej strony to jedne z największych wyzwań. Ale ćwiczenie czyni mistrza, więc zaczęliśmy się mierzyć z bolącymi nas tematami używając lepszych technik.

Ale nam nie szło. Bez większego wysiłku sprowokowaliśmy lawinę oskarżeń i żalów, która nieomal nas zasypała. I tutaj ze swą jasnością pomógł nam wykład dotyczący rozwiązywania konfliktów oraz mocy przebaczania. Wydawało się to tak denerwująco oczywiste, że aż zbyt proste, by mogło zadziałać, a jednak siedząc przy tym stoliczku, łagodnie zachęcani, zaczęliśmy dialog, doceniając siebie nawzajem, bez atakowania. Prawdę mówiąc nie zawsze nam to szło potem w domu, ale wtedy przypominały nam się słowa Papieża Franciszka „kłóćcie się, ile chcecie, niech latają talerze, ale nigdy nie kończcie dnia bez zgody”. I tak robiliśmy. To przełamało dużo konfliktów w stylu „już nikt nie wie o co poszło, ale wszyscy są honorowo obrażeni”. Zaczęliśmy też stosować w praktyce „języki miłości”, czyli nasze specjalne kody porozumiewania, wybaczając sobie niedociągnięcia, słabości i zagniewania.

Ale paradoksalnie, nie dotarliśmy na wykład „Wpływ rodziny – przeszłość i teraźniejszość”, bo utknęliśmy pokłóceni u teściów. Wydawało się że mamy te tematy okiełznane, a tu nagle jak na dłoni widac było, że jest to nieprawda. Częstokroć podejmowanie własnych decyzji oraz wspieranie się w ich realizacji, dziwnie zanikało w kontakcie z rodzicami. Zadanie domowe zatem odrobiliśmy w praktyce rozmawiając o tym, co się stało. Genialna praktyczna lekcja zesłana nam z Nieba!

Poruszaliśmy na kursie też temat dobrego seksu, bo bez tego małżeństwo nie może się w pełni scalić. Szacunek, słuchanie potrzeb drugiej strony, rozmowa, nawet nieumiejętna i lekko krępująca – bardzo procentuje.  Rozwiązanie problemów nawet tak intymnych jest osiągalne. Trzeba dużej cierpliwości, zrozumienia i miłości lub czasem porady specjalisty.

Wnioski nasuwają się same: Prawda uzdrawia i wyzwala! Kurs „Alfa” na nowo przypomniał nam kierunki i zasady poróżowania po tej wzburzonej rzece miłości. Niezależnie jak trudne jest osiąganie porozumienia – gadajcie do świtu. Jak nie możecie gadać – milczcie lub wykrzyczcie to sobie, ale pogódźcie się potem. Jak niezmiernie boli i obezwładnia – módlcie się żarliwie. I wciąż na nowo i na nowo oddawajcie się Bogu i sobie nawzajem!

Odnowienie przysięgi małżeńskiej na koniec kursu było wzruszającą przysłowiową wisienką na torcie, przypominającą radość i wesele pierwszej wspólnej uczty przy stole Pana.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *