LUSTRO

1. Wodospad Anioła

Boimy się zmian. Szczególnie tych znaczących, mocnych, co są jak nurt wodospadu. Zmiany pracy, domu, partnera, stylu życia – chyba najbardziej. Jednakże czasem jakaś nieobliczalna siła pcha nas do tego. Ktoś mi kiedyś powiedział – daj się ponieść – i dałam. Skutki szybko mnie przeraziły – jakby wystrzelona w powietrze z rozbryzgiem wody – zaczęłam spadać. Nie! Raczej latać! Bo raz puściwszy grunt – nie było już odwrotu.

I to dobrze. Zmiany są dobre.

Mój skok skojarzył mi się z Wodospadem Anioła, najwyższym wodospadem świata, który upada z wysokości 978 metrów, ze szczytu Auyan Tepuy w Wenezueli. Jak patrzy się na niego z lotu ptaka – widać pęknięte serce.

Wiedziałam, że będzie boleć, ale zaufałam skrzydłom anioła i skoczyłam.

 

2. Zazdrosny kochanek

Siedział na dole, na brzegu rzeki i czekał na mnie… Płynęłam rwącą rzeką, cała mokra i przejęta swoim niebezpiecznym wyskokiem… Wsiadł do mojej łodzi. Był ze mnie dumny. Przytulił słowami. Powiedział, że mnie nie zostawi i że zawsze będę mogła na niego liczyć. Dbał. Słuchał. Wymagał. Był.

Rzeka wiła się wśród górek i pagórków. Zauważyłam nagle, że to ja ciągle wiosłuję. Zmęczona tym wszystkim – pomału odpuszczałam. Zauważyłam, że mam przeciążoną łódź. Ciągle też inni ludzie do niej wsiadali i wysiadali. Czasem na gapę, czasem z wdzięcznością, czasem nie do mnie w ogóle. A ja wciąż wiosłowałam, ręce mnie bolały niemiłosiernie. I rodziło się pytanie? Po co? Dokąd? Dlaczego jest tak ciemno, zimno i samotnie? To tak ma wyglądać? Raz po raz wśród sztormów – wołałam go z płaczem, szukając pomocy. Najpierw był – potem coraz rzadziej. Aż kiedyś zbyt mocno kołysało – i łódka się rozpadła. On rozmył się jak fatamorgana… Wiedziałam już, że trafiłam na pustynię…

Kto kołysał łodzią? Kto był o mnie zazdrosny?

 

3. Piach oszczerstw

Odłączyłam się od źródła. Nie chciałam już ufać, że ta podróż ma sens. Piach oszczerstw zasypał mi oczy pełne łez. Wyschło we mnie dobro. Zakopałam je głęboko. Chodziłam po pustyni spalonych szans. Ciemne kaniony śmiechu odpychały mnie i przerażały. Zimno. Pusto. Źle.

Momentami podrywałam się by jeszcze raz spróbować wrócić, ale bez skutku. Szukałam opcji, ale echo moich słów – wracało samotne, bez odpowiedzi. Niemal umarłam. Bolało. Miotało mną uczucie oszukania i odrzucenia. Znów ten pręgierz i pejcz. To kara za to, że spróbowałam skoczyć. Kara, że byłam zbytnio ufna. Kara, za to że bez zająknięcia wiosłowałam. Powinnam była siebie chronić. Odrzucać balasty. Obcinać drapiące konary. Dbać o radość. Uciekać. Czemu nie umiałam?

Pustynia jest dobra. Gwarantuje powrót do sił. Przez monotonię myśli, odkrywa w nich złe schematy i je odrzuca, by te dobre ożywić. To chyba jest prawdziwe odarcie ze złudzeń. Wszystko krwawi. Oczyszcza się. Hieny szarpią nocą, urywają zgniłe resztki brudnych myśli. Nic ma znaczenia – to się musi wydarzać w kółko tyle razy, aż się rana zabliźni.

 

4. Od nowa

Mała kałuża wody na środku niczego. Nawet pić się nie da. Spojrzałam w nią jak w zwierciadło. Bury kontur zarysował linię głowy. Smutne oczy, bez wyrazu. Zaciśnięte, spieczone usta. Rozwichrzone myślami włosy. Kim jestem? Czy to wszystko mi się śniło? Jak odszukać w sobie radość sprzed skoku? Może ten anioł był diabłem, co szyderczo się śmiał? A może w ogóle wszystko co widziałam było odbiciem mnie samej i zobaczyłam to dopiero w tej tafli małej kałuży mojej bez-nadziei?

[…]

Ten wpis został opublikowany w kategorii Duchowość. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *