Sen

Rozsypałam się dla Ciebie jak kwiaty na łące

I nie umiem pozbierać do normalności wazonu

Mogłabym dać się ściąć i po stokroć odradzać

Bylebym mogła spijać rosę Twoich łez

Koić ból Twych dni zieleni łagodnością

Byś wdychał woń ziemi do utraty tchu

Pod pierzynką z ciepłych promieni lata

I bez bólu lśnił!